poniedziałek, 21 lipca 2014

Tropiki w Bedford i wycieczka do Oxford

Witajcie moi mili

Temperatury ,które panowały w ciągu weekendu w Bedford totalnie mnie pokonały. W sobotę żar był nie do zniesienia. W centrum odbywała się duża impreza - Bedford River Festival . Poszliśmy tam pomimo,że nie cierpię tzw spędów. Milion ludzi , mnóstwo przeróżnych stoisk , pełno atrakcji dla wszelkiej maści hobbystów  ,dzieciaków i miłośników smacznych przekąsek i trunków. Zjedliśmy ćwierćfunciaka , frytki i miałam okazję spróbować dobrego piwka  - London Stout. Mała m wybawiła się na dmuchanych zamkach ,a duży M chyba się przekonał żeby iść na zajęcia Aikido.  W dwóch dużych namiotach występowały różne zespoły ,w innym z kolei był pokaz fitness, a na rzece pływały liczne barki ,kajaki itp.

Po godzinie miałam dość. Za dużo wszystkiego ,a upał dodatkowo zachęcał do tego aby zmienić miejscówkę  - najlepiej na jakiś las ,aby w końcu pobyć w cieniu. Tak też zrobiliśmy.

Niedziela rozpoczęła  się pochmurnie,ale temperatura już była wysoka ,więc postanowiliśmy jechać na plażę. Plany jednak popsuła zbliżająca się do wschodniego wybrzeża burza  i tym samym uległ zmianie plan wycieczki. Wybraliśmy się do Oxford  i to był strzał w dziesiątkę. Jak pewnie zauważyliście nie lubię opisywać zabytków i zanudzać wszystkich historią, zatem standardowo podaję link do wikipedii (ang.)dla spragnionych wiedzy OXFORD i zapraszam do oglądania zdjęć. Chciałabym również polecić naleśniki z samochodu z serem i masłem czosnkowym - PYCHOTA !!!!


wtorek, 15 lipca 2014

Wycieczka z niemiłą niespodzianką

Jako ,że kocham góry ,a tutaj nie oszukujmy się  - zbyt górzysty teren  to nie jest :) - postanowiliśmy wybrać się do Pegsdon i "wspiąć się" na Deacon Hill (całe 172 n.p.m.) i choć trochę zaznać wysokości
. Wzgórza Pegsdon to część pasma wzgórz Chiltern Hills .

"Chiltern Hills (także Chilterns) – pasmo wzgórz w południowej Anglii (Wielka Brytania) o długości ok. 70 km i szerokości od 24 do 32 km. Gęsto porozcinane poprzecznie dolinami przez dopływy Tamizy. Nawyższym wzniesieniem jest Coombe Hill, liczące ok. 260 metrów wysokości. " 
żródło Wikipedia

Wycieczka była bardzo przyjemna. Pomimo licznych chmur dobra pogoda ,piękne widoki , a piknik na trawie dopełnił szczęścia. 


Powrót był mniej wesoły,ponieważ okazało się ,że do naszego pozostawionego na parkingu leśnym samochodzie ktoś postanowił się włamać :/. Nie byliśmy jedyną ofiarą ,ponieważ samochód który stał przed nami również miał wybita szybę . Najlepsze jest to ,że łupem złodziei padły nasze zakupy , w tym m. in moja piżama i spodnie małej m. ,a radia nikt nie ruszył... 


Od razu przestrzegam przed parkingiem leśnym w Pegsdon u wylotu ścieżki spacerowej Icknield Way przy drodze numer B655. 




Na szczęście szyba nie jest droga (17 funtów przez internet) ,ale bardziej dotknęła nas utrata zakupów.

Trudno ,olać to  - mamy nauczkę żeby nie parkować przy samych krzakach  i jeśli jest napis żeby uważać ,bo w tym miejscu dochodzi do kradzieży to lepiej wziąć to na poważnie i albo tam nie parkować albo zostawić samochód otwarty  - mniejsza strata by była :P

A jak się prezentuje okolica ? Oceńcie sami . Pozdrawiam


środa, 9 lipca 2014

Jak szukać pracy w Anglii

Mój M jak pisałam Wam wcześniej, przybył na Wyspy już z podpisanym kontraktem . Z córką dojechałyśmy po pół roku kiedy było już wiadomo ,że praca jest ok,że nie będzie żadnych problemów mieszkaniowych itp . Podziwiam mojego męża ,że tak zgrabnie sobie ze wszystkim poradził i wbrew opiniom innych udało mu się nas sprowadzić tak szybko.

Od tamtej pory minął rok i mój M postanowił potoczyć swoją karierę we właściwym kierunku ,a właściwie to nadać jej określonego tempa, bo firma w której pracował nie przewidywała awansów ani żadnych szkoleń. Ponieważ kontrakt był roczny należało podjąć decyzję - zostać czy szukać czegoś innego . Wyszło na to,że kontraktu nie przedłużył.

Nie powiem żeby nie była to stresująca sytuacja . W UK jeszcze pracy mój mąż nie szukał,więc nie wiedzieliśmy jak to tak naprawdę wygląda. Jedyne informacje na temat bedfrodzkiego rynku pracy mieliśmy od znajomych  ,którzy mówili ,że w Bedford absolutnie nie ma pracy a jak jest to sama najgorsza najmniej opłacana praca fizyczna. Bo i tu UWAGA : dobra praca jest jedynie dla Anglików.

Ponieważ nasze rachunki nie są zbyt niskie ,zresztą rachunki w UK zazwyczaj niskie nie są :) , należało zachować ciągłość finansową. Decyzja była jednoznaczna - M szuka docelowo pracy w swojej branży ,ale jeśli będzie miał propozycje tzw tymczasówki to też z niej skorzysta  - póki nie znajdzie tego co go interesuje.

Podam może jakie mój mąż ma kwalifikacje  - myślę,że to będzie pomocne jak sami będziecie myśleć o tym do jakiego typu pracy  chcecie się zgłosić.

- wykształcenie średnie, język angielski (db+ w mowie - co oznacza ,że konwersacja nie sprawia mu większych problemów, podobno gorzej z pisaniem  - ale ja tego nie zauważyłam . To ja zawsze tkwię nad napisaniem czegoś w nieskończoność a M pisze kolaboraty w 5 minut) , prawo jazdy B,C , obsługa kompa ze znajomością spraw technicznych , doświadczenie w branży ubezpieczeń komunikacyjnych (4 lata w PL i 1 rok w UK)

No to zaczynamy:

Po pierwsze poszukując pracy należy stworzyć CV  - i tu ważne - angielskie CV napisane wg angielskich zasad. Bez zdjęć ,bez daty urodzenia,bez określania narodowości. Tutaj ważniejsze są Wasze umiejętności ,a nie to jak wyglądacie albo ile macie lat. Od razu mówię ,że gro naszych rodaków uparcie wysyła polskie CV  i za żadne skarby świata nie dają się przekonać,że to ma jakiekolwiek znaczenie. Ja już wiem ,że ma. Wzór CV umieszczę za jakiś czas jak zaopatrzę się w skaner  - link wkleję tutaj.

Po drugie - warto jest skorzystać z licznych agencji pracy w mieście jak i z ogłoszeń na stronach internetowych . tworzymy sobie listę,drukujemy CV i odwiedzamy wszystkie agencje. M w każdej agencji informował ,że poszukuje pracy biurowej jak i tymczasowej. Reakcje na info o pracę biurową były interesujące -  w paru agencjach M od razu został zaproszony  na  krótką rozmowę  - jakiego typu to ma być praca,na jakie stanowisko,jaka branża.

Po jednym dniu wysyłania maili na określone ogłoszenia  i spacerze po wszystkich agencjach - odpowiedzi z 2 firm mailowo , 2 telefony z agencji celem umówienia spotkania  i 1 propozycja pracy tymczasowej. Kolejne dni przyniosły kolejne telefony i spotkania. W poniedziałek M poszukiwał pracy  a w czwartek szedł na spotkanie, jak się później okazało , swoimi nowymi przełożonymi.

Co zdecydowało ? Poza umiejętnościami w danej dziedzinie ? Myślę,że przede wszystkim wiara w siebie  i język . To co pisałam w jednym z postów - dobry angielski jest tutaj wyjątkowo istotnym czynnikiem . Warto się go uczyć jak najwięcej,szczególnie kiedy macie możliwość konwersacji z native speaker'ami . Poza tym nie bójcie się pytać o prace biurowe. Jeśli mieliście taką pracę w Polsce - możecie mieć również taką w UK. Jeśli wasz angielski kuleje a macie ambicje wyrwać się z obecnej pracy polecam zapisać się na kurs w Bedford College  - do którego można się dostać na darmowe zajęcia za pośrednictwem  agencji szkoleniowych (M zapisywał się jakoś chyba w maju na sierpień - należy przejść trochę testów,aby zakwalifikować się do odpowiedniej grupy,no a przede wszystkim znaleźć agencję,która oferuje taką możliwość) lub co tu dużo mówić - poświęcić trochę grosza na takie lekcje. Jeśli ktoś pobiera Work Tax Credit to można liczyć na jakąś zniżkę .Płatność za kurs można także rozłożyć na raty.

Aaa i jeszcze jedno  - do agencji nie polecam wchodzić ze spuszczoną głową i wszystkich informować,że Wasz angielski  jest słaby (chyba,że nie mówicie nic) . Jeśli człowiek ,z którym rozmawiacie w agencji to Polak  ,a mimo to rozmawia z Wami cały czas po angielsku (wiedząc,że jesteście jego rodakiem) - potraktujcie to jako komplement a nie złośliwość z jego strony. To oznacza jedynie tyle ,że Wasz angielski jest na tyle spoko ,że nie robi Wam różnicy w jakim języku rozmawiacie.

Uffffff.... tyle na dziś .Pozdrawiam moi kochani i życzę znalezienia wymarzonej pracy w Wielkiej Brytanii.




poniedziałek, 30 czerwca 2014

Wycieczka do Cambridge

No cóż ... miało być słonecznie,a była typowa angielska pogoda. Dość ciepło ,ale za to lało do 17 godziny. Niemniej jednak uparliśmy się na wypad do Cambridge i nie żałuję.

Jeśli macie zamiar się tam wybrać, polecam jechać wcześnie. My wyjechaliśmy z domu o 12 i przez korki w samym centrum Cambridge straciliśmy możliwość wejścia do King's College. Zamykali wejście o 16.30. W korku spędziliśmy 2 godziny jeśli ktoś ciekaw - ze względu na zapchany parking niedaleko właśnie King's College. Tutaj trochę info o tym zabytku KING'S COLLEGE

Historyczne centrum miasta jest naprawdę przepiękne. Czuć w pełni angielski klimat. Uwagę zwracają setki rowerów - główny środek transportu mieszkańców i turystów,których mimo deszczowej pogody nie brakowało. Liczne knajpki , sklepy z pamiątkami ,sklepy z lokalnymi produktami  - od razu widać ,że miasto to jest nastawione pod turystów.

Kiedy przestało padać można było w końcu porobić trochę zdjęć. Zapraszam do ich oglądania jak również polecam samą wycieczkę. Z pewnością się tam jeszcze wybiorę,aby tym razem wejść na teren muzeów tylko tym razem poczekam na naprawdę dobrą pogodę :D.


























sobota, 28 czerwca 2014

Summer Leys - rezerwat przyrody

Dzisiaj z domu wyjechaliśmy dość późno ze względu na deszcz. Bez konkretnego planu jechaliśmy po prostu przed siebie. Niedaleko Wellingborough natrafiliśmy na drogowskaz Summer Leys Nature Reserve i tam też się udaliśmy . Rezerwat został utworzony na terenie dawnej żwirowni. Od razu naszą uwagę przykuły odgłosy ptaków,których w tym miejscu jest zatrzęsienie :). Wokół stawów wytyczona jest 4km ścieżka ,na której rozmieszczonych jest parę stanowisk do obserwacji tychże ptaków,jak i licznych ważek i motyli .

Spacer, choć niedługi, zrekompensował nam poranną mokrą pogodę.Jutro liczę na trochę słońca,bo wybieramy się do Cambridge. Jak nasz plan wypali  - możecie liczyć na trochę fotek :).

A tak było dzisiaj

Northamptonshire

środa, 25 czerwca 2014

Pobyt w Polsce

Witajcie kochani.
Długa cisza z powodu wyjazdu. To mój pierwszy dłuższy wypad do Polski. Miło było spotkać się z rodziną i odwiedzić znajome kąty. Pogoda w kratkę,temperatury niższe niż w Bedford,ale spacery po lesie a nawet wypad na plażę udał się wyśmienicie. Trafiłam akurat na sezon truskawkowy ,więc przyznaje się od razu do pochłonięcia tony truskawek . Najadłam się również ogórków gruntowych surowych jak i kiszonych (roboty mojej mamy) , no i chleba ,którego smak ceni się bardziej kiedy nie ma się na co dzień do niego dostępu.

Tym razem mój wyjazd przebiegł ,że się tak wyrażę , po angielsku. Postanowiłam się nie spinać na każdym kroku i nie denerwować np panią kelnerką ,która ochlapała moje nowe buty kawą ,bitą śmietaną i nie wykrztusiła z siebie nawet słowa przepraszam .... albo rowerzystami na szlaku ,którzy w przeciwieństwie do angielskich cyklistów jak widzą człowieka z dzieckiem przyspieszają zamiast zwalniać :D. Tak więc wzięłam wszystko na zimno i sądzę ,że to był dobry pomysł .

Powrót samolotem był spokojny i nie ukrywam ,że czułam ,że wracam do domu. Tęskniłam za tymi przestrzeniami , rytmem życia no i oczywiście za moim kochanym M. , który nie mógł pojechać z nami .

W domu zmiany ,mój M zmienił pracę . Wszystko do przodu ,oby tak dalej . Swoją drogą niedługo sklecę coś o agencjach i szukaniu pracy,a przede wszystkim o tym jak znajomość języka wpływa na takie poszukiwania.


czwartek, 15 maja 2014

Przeziębione dziecko i pierwsza wizyta u lekarza UK

Wczoraj pierwszy mój test angielskiej służby zdrowia. Mała m jakoś nagle zaniemogła, wysoka temperatura ,ból gardła i silne wypieki na buzi,brak apetytu i co najważniejsze dość poważne osłabienie . Ponieważ ostatnio słyszałam o przypadkach szkarlatyny postanowiłam udać się z młodą do lekarza. Powiem Wam szczerze,że chciałam również sprawdzić jak wygląda wizyta u GP (General Practicioner  - lekarz pierwszego kontaktu) w razie (odpukać tfu,tfu..) innych nagłych przypadków.

Rejestracja w naszej przychodni możliwa jest jedynie w godzinach 12.30-13.00 codziennie ,a zatem aby umówić się na wizytę po godzinach rejestracji mój mąż musiał zadzwonić na linię tzw Emergencies (tłum. nagłe wypadki). Bez problemu zostaliśmy umówieni na wizytę jeszcze tego samego dnia.