poniedziałek, 6 października 2014

Londyn - podejście numer 1

I nadeszła jesień.
Dzisiaj za oknem trochę deszczowo, spadła temperatura ,a ja wbiłam się w jesienny płaszczyk. Kalosze również czekają na otwarcie sezonu na błoto i kałuże.

A wczoraj ?
A wczoraj piękne słońce. Pogoda wręcz idealna na zwiedzanie,. Tym razem pod pretekstem odbioru towaru z Ebaya wybraliśmy się do stolicy Anglii czyli Londynu.

Nic nie było planowane. Nie miałam wybranej konkretnej trasy ,konkretnych zabytków... jednym słowem - co zobaczymy podczas tego dnia to nasze.

Cała trasa zajęła nam 4h / ok. 14km (jest to czas razem z postojami) . Z małą m nie dałoby rady zrobić więcej ,była już bardzo zmęczona jak dotarliśmy do samochodu .

A teraz do rzeczy...

Londyn

wtorek, 30 września 2014

Chatsworth Gardens & House

Dzisiaj kolejny dzień z naszych tegorocznych wakacji ,który postaram się Wam przedstawić w formie fotorelacji.

Rezydencja Księcia hrabstwa Devonshire to nie tylko sam dom ,ale i rozległy przepiękny ogród ze stawami , szklarniami,licznymi ścieżkami i urokliwymi zakątkami . Zwiedzić możemy nawet tunel  służący kiedyś do transportu węgla ze stacji w Rowsley. O tym,że jesteśmy w Peak District przypominają nam skałki i olbrzymie głazy wśród których rozmieszczone są ławeczki a także punkt widokowy skąd możemy podziwiać jedną z części ogrodu.
Cennik i inne informacje dostępne na stronie http://www.chatsworth.org/

Chatsworth Gardens & House

sobota, 27 września 2014

O lekarzu co ma USG w dłoni

Witajcie moi drodzy po dłuższej przerwie :)

Po raz trzeci w tym roku udało mi się wyjechać z małą m do Polski. Spędziłam tam 10 miłych  dni ,pogoda dopisała - jednym słowem był to bardzo udany wyjazd.

Do Polski jechałam jednak z ciężkim sercem ponieważ czekała mnie wizyta u lekarza a wynik badania mógł zaważyć na moim życiu.

Od początku.
Parę miesięcy temu zauważyłam u siebie na nodze małą opuchliznę.Łudziłam się ,że to może od jakiegoś uderzenia,że zniknie itd. Nie zniknęło jednak ,a na dodatek po dokładnym wymacaniu okazało się ,że w moim udzie znajduje się jakiś guz. Na sama myśl co to może być cierpła mi skóra i zlewała fala gorąca. A ,że jestem mega panikarą i histeryczką ws zdrowotnych dopadła mnie deprecha  i wielki strach przed badaniami.
Wzięłam się jednak w garść i postanowiłam iść z tą sprawą do mojego GP czyli lekarza pierwszego kontaktu. Przy okazji chciałam pokazać jeszcze jedna sprawę ,zmianę skórną która mam od wielu lat na drugiej nodze.

Po telefonicznym umówieniu wizyty wybrałam się do mojej przychodni. W gabinecie najpierw wywiad przeprowadziła ze mną pielęgniarka. Wypytywała o to kiedy się to pojawiło , czy rośnie ,czy boli itp. Była bardzo uprzejma i miła. Zapytałam się co z tą drugą sprawą i tu dowiedziałam się,że ogólnie obowiązuje zasada "one visit one problem" (jedna wizyta jeden problem/schorzenie),ale może skoro to dotyczy jednej części ciała to doktor zrobi wyjątek :).

W końcu w gabinecie pojawiła się pani doktor.

czwartek, 11 września 2014

Mam Tor - Peak District

Dzisiaj fotorelacja z okolic miasteczek Hope i Castleton w Peak District National Park.

Nasza trasa rozpoczęła się w Hope, malowniczej wiosce  położonej w sercu Peak district. Pierwsze wzgórze ,które zobaczyliśmy,a następnie zdobyliśmy to Lose Hill. Ze szczytu rozciąga się przepiękny widok na główny cel tego dnia czyli wzgórze Mam Tor. Na górze było dość wietrznie,ale na szczęście pomimo licznych chmur nie spadła ani kropla deszczu. A nawet udało nam się znaleźć miłe zaciszne miejsce na zjedzenie drugiego śniadania  - na zboczu wzgórza w bujnej trawie.

Po osiągnięciu Mam Tor rozpoczęliśmy schodzenie do wijącej się pomiędzy wzgórzami drogi ,a następnie postanowiliśmy zobaczyć okolice dawnych kopalni minerałów,głownie fluorytu o wdzięcznej nazwie Blue John.  O ile było bardzo widokowo, o tyle zejście  z góry było dla nas sporym wyzwaniem  - głownie ze względu na małą m. Stromo ,ślisko  - jak zeszłam miałam serdecznie dość. Na miejsce obiadowe wybraliśmy Old Hall Hotel  - podobno najstarszy hotel w Anglii. Jedzenie dobre - choć znowu wybór dań dość ograniczony.Zimny cydr skutecznie zneutralizował ból w nogach.

Całość drogi to 13km , przeszliśmy ją w 3h.

Peak District

środa, 3 września 2014

Ladybower Reservoir - Peak District

Ponieważ naczytałam się o wyjątkowo zmiennej pogodzie w Peak District już myślałam,że ten dzień skończy się jedną wielka mgła i deszczem. Jednak los był dla nas łaskawy . Po godzinnym spacerze w lekkiej mżawce, zza chmur wyszło słońce i zrobiło się całkiem przyjemnie.

Szlak biegł najpierw wzdłuż zbiornika wody Ladybower ,następnie skręcił w stronę lasku i potem już tylko w górę aby po mniej więcej 15 minutach wyjść na wyżynę Pike Low i podziwiać piękne widoki. Na skrzyżowaniu szlaków można iść w stronę wzgórza Back Tor ( i mieliśmy taki zamiar  - ale musieliśmy zrezygnować ,ze względu na małą m - obawiałam się,że za bardzo się zmęczy i nie będzie chciała dalej iść) albo zejść w stronę górnego zbiornika Upper Derwent Reservoir - tak też zrobiliśmy.

Nasza wycieczka trwała ok. 3,5h (razem z przerwą na 2 śniadanie) , przeszliśmy 15km.
Peak District

wtorek, 2 września 2014

Stanage Edge - Peak District

Naszą wyprawę zaczęliśmy z miasteczka Hathersage . Droga na Stanage Edge jest łatwa,można wybierać z paru szlaków.  Najpierw przez rozległe polany ,przez lasek ,a potem już tylko coraz wyżej aż zobaczymy skałki - cel naszej wycieczki.

Najwyższy punkt to High Neb 458 n.p.m. Stanage Edge to bardzo popularny punkt wspinaczkowy .Mieliśmy zresztą okazje podpatrzeć miłośników tej atrakcji. Idąc granią skałek możemy podziwiać wspaniałe widoki na cała dolinę , rozległe wrzosowiska i widoczny w oddali Mam Tor  - wzgórze ,które niebawem będzie kolejnym celem naszych wakacji w Peak District.

Cała trasa zajęła nam niecałe 17km . W Hatersage zjedliśmy obiad w lokalnym pubie ,w którym serwowano smaczne aczkolwiek dość ciężkie jedzenie.

A tutaj garść widoczków :). Pozdrawiam

Peak district

sobota, 30 sierpnia 2014

Wakacje 2014 - Park Narodowy Peak District

Witajcie po krótkiej przerwie

Plany były zgoła inne. Mieliśmy w lipcu jechać w Karkonosze. mieliśmy zabookowane miejsce  w pensjonacie,wszystko było zaplanowane. Plany jednak wzięły w łeb ponieważ duży M zmienił pracę. Kiedy mógł ustalić nowa datę urlopu nie zostało nam wiele czasu do namysłu ani wiele dni ,które mogliśmy wykorzystać na leniuchowanie. Skończyło się na tym ,że z dnia na dzień podjęliśmy decyzję o wyjeździe do Sheffield,aby spędzić nieco czasu na wędrówkach po Parku Narodowym Peak District. Było warto. Park jest przepiękny. Trochę górek ,strumyków ,przepiękne wioski i wszystko to dosłownie tonie w dywanie z wrzosów .

W paru kolejnych postach opisze miejsca gdzie byliśmy. Wyjazd uważam za bardzo udany. Polecam serdecznie.Okolice przepiękne,idealne miejsce do spędzenia wakacji z małym dzieckiem.

Zacznę może od samego miasta Sheffield ,w którym mieliśmy noclegi. Miasto jest bardzo duże (piąte co do wielkości w Anglii). Mimo to w tygodniu nie zauważyliśmy właściwie żadnych korków na ulicach ,mało ludzi... Było to dość zaskakujące. Niemniej jak to ,że w Sheffield jednym ze środków komunikacji są tramwaje. Sporo szersze niż w Gdańsku, no i kursują stosunkowo rzadko . Początkowo śmialiśmy się,że jeżdżą chyba raz na dobę,bo trudno było jakikolwiek tramwaj przyuważyć. Ludzie w Sheffield są mili ,ale miałam wrażenie,że bardziej zdystansowani i bezpośredni niż w Bedford. Mówią z akcentem trochę podobnym do szkockiego. Miasto ma dość przyjemną architekturę,pomimo mieszanki stylów nie jest przytłaczające. Ciekawe wrażenie robi przejazd przez dzielnice przemysłowe. Ogromne stare fabryki ,magazyny. Wszystko oczywiście z ciemno czerwonej cegły. Dość charakterystyczne puby ze zdobionymi  musztardowo/bursztynowymi fasadami.


Dzielnice miasta rozmieszczone są na mocno pagórkowatym terenie.