Do Rivelin Valley wybraliśmy się zaraz po przyjeździe do Sheffileld. Zdjęcia nie są zbyt wysokiej jakości ,bo niestety zaczął nadchodzić zmrok. Miejsce jest idealne do spacerów,biegania i na rower. Szlak biegnie wzdłuż rzeki Rivelin. Powstał w 1967 roku.
Blog o życiu na emigracji w Anglii. Życie codzienne,trudności,radości i wszystko co jest związane z życiem na obczyźnie. Polacy w Anglii. Staram się przedstawić Anglię trochę od innej strony niż stricte emigracyjnej. Jestem uzależniona od wędrówek ,poznawania nowych miejsc, próbowania lokalnych przysmaków a przede wszystkim od robienia zdjęć.
Etykiety
- atrakcje turystyczne (32)
- Bedford (8)
- czas wolny (44)
- Formalności w Polsce (2)
- formalności w UK (12)
- imprezy (3)
- kuchnia (3)
- Londyn (2)
- Polska (2)
- praca w UK (1)
- shopping (4)
- służba zdrowia w UK (5)
- spacery po UK (38)
- szkoła w UK (2)
- transport (1)
- zwyczaje Anglików (7)
- życie codzienne w UK (18)
środa, 15 października 2014
Rivelin Valley i Low Bradfield
Dzisiaj trochę zdjęć jeszcze z końca sierpnia z 2 miejscówek : Rivelin Valley (park w Sheffield) i Low Bradfield (wioska przy północnej granicy rezerwatu Peak District)
Do Rivelin Valley wybraliśmy się zaraz po przyjeździe do Sheffileld. Zdjęcia nie są zbyt wysokiej jakości ,bo niestety zaczął nadchodzić zmrok. Miejsce jest idealne do spacerów,biegania i na rower. Szlak biegnie wzdłuż rzeki Rivelin. Powstał w 1967 roku.
Do Rivelin Valley wybraliśmy się zaraz po przyjeździe do Sheffileld. Zdjęcia nie są zbyt wysokiej jakości ,bo niestety zaczął nadchodzić zmrok. Miejsce jest idealne do spacerów,biegania i na rower. Szlak biegnie wzdłuż rzeki Rivelin. Powstał w 1967 roku.
czwartek, 9 października 2014
Listonosze,kurierzy w UK - czyli jak robić żeby się nie narobić
Witajcie kochani
Mieszkam tu już trochę czasu ,staram się pisać o wszystkim co mnie spotyka. Mało narzekam ,ale to nie znaczy ,że w Anglii wszystko jest super i cacy.
O służbie zdrowia wrzucam posty jak tylko przyjdzie mi się z nią zmierzyć. Nadal wierzę,że może nie jest tak źle jak ludzie mówią :P.
A dzisiaj postanowiłam opowiedzieć Wam o listonoszach/kurierach w Bedford,bo przyznaję,że potrafią mnie czasami zadziwić.
Zacznę może od tego,że nie mam swojej skrzynki pocztowej. Mieszkam na pierwszym piętrze w kamienicy ,gdzie jest 12 mieszkań (5 nie zamieszkanych). Listonosz poczty nie dostarcza do rąk własnych tylko rzuca (dosłownie) listy,paczki na stolik w hallu. Dodam ,że drzwi wejściowe nie są zamykane na klucz. Każdy może wejść i przygarnąć sobie naszą przesyłkę. Jeśli ma coś dostarczyć co wymaga podpisu, dzwoni na dole do domofonu. Przepraszam - daje sygnał. Nie czeka na odpowiedź - nie ma zatem możliwości np poprosić go aby wszedł ani zapytać kto dzwoni :).
Czasem (gdy ma dobry humor) listonosz kiedy nie zastanie nas w domu a ma naszą paczkę - zostawi awizo. A jeśli mu się nie chce to zostawi paczkę w w/w hallu. A jak paczka zginie ? No przecież to nie problem listonosza :D
Firmy kurierskie są jednak lepsze. Hitem jak dla mnie był kurier ,który po zajechaniu samochodem pod mój dom ,wychylił się z okna i zapytał na migi (mnie stojącą za szybą w pokoju) czy czekam na jakąś przesyłkę. Dobrze,że stałam w oknie - inaczej możliwe żeby pojechał dalej. Awiza kurierskie są naprawdę przezabawne ,bo okazuje się,że nasza przesyłka (pod nasza nieobecność) może znaleźć się na hallu,u sąsiada ,w drugiej klatce/domu , w ogrodzie, przy garażu, a jeśli kurier ma bogatą wyobraźnię istnieje opcja OTHER (inne).
Dzisiaj za to sytuacja ,która stała się przyczynkiem do napisania tego postu.
Dzwoni domofon,a ja w łazience biorę kąpiel. Po dłuższej chwili pukanie do drzwi. Trochę zajęło mi ogarnięcie się. Otwieram w szlafroku - pan kurier.
- przepraszam, kąpałam się
- działa ci dzwonek od domofonu?
- tak ,działa
chwila zawahania
- na pewno działa dzwonek od domofonu?
- tak
- no ,bo musiałem wejść na górę
- widzę,dziękuję
mina rewelacja - zaskoczenie pomieszane ze złością.
Nosz kurcze blaszka !!! A jak bym była osobą niepełnosprawną to też musiałabym lecieć na dół? A może najlepiej byłoby czekać na kuriera na ulicy od rana. Nie musiałby może w ogóle wychodzić z samochodu - sama znalazłabym swoją przesyłkę na pace
Oj rozpuszczeni ci listonosze/kurierzy....
Mieszkam tu już trochę czasu ,staram się pisać o wszystkim co mnie spotyka. Mało narzekam ,ale to nie znaczy ,że w Anglii wszystko jest super i cacy.
O służbie zdrowia wrzucam posty jak tylko przyjdzie mi się z nią zmierzyć. Nadal wierzę,że może nie jest tak źle jak ludzie mówią :P.
A dzisiaj postanowiłam opowiedzieć Wam o listonoszach/kurierach w Bedford,bo przyznaję,że potrafią mnie czasami zadziwić.
Zacznę może od tego,że nie mam swojej skrzynki pocztowej. Mieszkam na pierwszym piętrze w kamienicy ,gdzie jest 12 mieszkań (5 nie zamieszkanych). Listonosz poczty nie dostarcza do rąk własnych tylko rzuca (dosłownie) listy,paczki na stolik w hallu. Dodam ,że drzwi wejściowe nie są zamykane na klucz. Każdy może wejść i przygarnąć sobie naszą przesyłkę. Jeśli ma coś dostarczyć co wymaga podpisu, dzwoni na dole do domofonu. Przepraszam - daje sygnał. Nie czeka na odpowiedź - nie ma zatem możliwości np poprosić go aby wszedł ani zapytać kto dzwoni :).
Czasem (gdy ma dobry humor) listonosz kiedy nie zastanie nas w domu a ma naszą paczkę - zostawi awizo. A jeśli mu się nie chce to zostawi paczkę w w/w hallu. A jak paczka zginie ? No przecież to nie problem listonosza :D
Firmy kurierskie są jednak lepsze. Hitem jak dla mnie był kurier ,który po zajechaniu samochodem pod mój dom ,wychylił się z okna i zapytał na migi (mnie stojącą za szybą w pokoju) czy czekam na jakąś przesyłkę. Dobrze,że stałam w oknie - inaczej możliwe żeby pojechał dalej. Awiza kurierskie są naprawdę przezabawne ,bo okazuje się,że nasza przesyłka (pod nasza nieobecność) może znaleźć się na hallu,u sąsiada ,w drugiej klatce/domu , w ogrodzie, przy garażu, a jeśli kurier ma bogatą wyobraźnię istnieje opcja OTHER (inne).
Dzisiaj za to sytuacja ,która stała się przyczynkiem do napisania tego postu.
Dzwoni domofon,a ja w łazience biorę kąpiel. Po dłuższej chwili pukanie do drzwi. Trochę zajęło mi ogarnięcie się. Otwieram w szlafroku - pan kurier.
- przepraszam, kąpałam się
- działa ci dzwonek od domofonu?
- tak ,działa
chwila zawahania
- na pewno działa dzwonek od domofonu?
- tak
- no ,bo musiałem wejść na górę
- widzę,dziękuję
mina rewelacja - zaskoczenie pomieszane ze złością.
Nosz kurcze blaszka !!! A jak bym była osobą niepełnosprawną to też musiałabym lecieć na dół? A może najlepiej byłoby czekać na kuriera na ulicy od rana. Nie musiałby może w ogóle wychodzić z samochodu - sama znalazłabym swoją przesyłkę na pace
Oj rozpuszczeni ci listonosze/kurierzy....
poniedziałek, 6 października 2014
Londyn - podejście numer 1
I nadeszła jesień.
Dzisiaj za oknem trochę deszczowo, spadła temperatura ,a ja wbiłam się w jesienny płaszczyk. Kalosze również czekają na otwarcie sezonu na błoto i kałuże.
A wczoraj ?
A wczoraj piękne słońce. Pogoda wręcz idealna na zwiedzanie,. Tym razem pod pretekstem odbioru towaru z Ebaya wybraliśmy się do stolicy Anglii czyli Londynu.
Nic nie było planowane. Nie miałam wybranej konkretnej trasy ,konkretnych zabytków... jednym słowem - co zobaczymy podczas tego dnia to nasze.
Cała trasa zajęła nam 4h / ok. 14km (jest to czas razem z postojami) . Z małą m nie dałoby rady zrobić więcej ,była już bardzo zmęczona jak dotarliśmy do samochodu .
A teraz do rzeczy...
Dzisiaj za oknem trochę deszczowo, spadła temperatura ,a ja wbiłam się w jesienny płaszczyk. Kalosze również czekają na otwarcie sezonu na błoto i kałuże.
A wczoraj ?
A wczoraj piękne słońce. Pogoda wręcz idealna na zwiedzanie,. Tym razem pod pretekstem odbioru towaru z Ebaya wybraliśmy się do stolicy Anglii czyli Londynu.
Nic nie było planowane. Nie miałam wybranej konkretnej trasy ,konkretnych zabytków... jednym słowem - co zobaczymy podczas tego dnia to nasze.
Cała trasa zajęła nam 4h / ok. 14km (jest to czas razem z postojami) . Z małą m nie dałoby rady zrobić więcej ,była już bardzo zmęczona jak dotarliśmy do samochodu .
A teraz do rzeczy...
wtorek, 30 września 2014
Chatsworth Gardens & House
Dzisiaj kolejny dzień z naszych tegorocznych wakacji ,który postaram się Wam przedstawić w formie fotorelacji.
Rezydencja Księcia hrabstwa Devonshire to nie tylko sam dom ,ale i rozległy przepiękny ogród ze stawami , szklarniami,licznymi ścieżkami i urokliwymi zakątkami . Zwiedzić możemy nawet tunel służący kiedyś do transportu węgla ze stacji w Rowsley. O tym,że jesteśmy w Peak District przypominają nam skałki i olbrzymie głazy wśród których rozmieszczone są ławeczki a także punkt widokowy skąd możemy podziwiać jedną z części ogrodu.
Cennik i inne informacje dostępne na stronie http://www.chatsworth.org/
Rezydencja Księcia hrabstwa Devonshire to nie tylko sam dom ,ale i rozległy przepiękny ogród ze stawami , szklarniami,licznymi ścieżkami i urokliwymi zakątkami . Zwiedzić możemy nawet tunel służący kiedyś do transportu węgla ze stacji w Rowsley. O tym,że jesteśmy w Peak District przypominają nam skałki i olbrzymie głazy wśród których rozmieszczone są ławeczki a także punkt widokowy skąd możemy podziwiać jedną z części ogrodu.
Cennik i inne informacje dostępne na stronie http://www.chatsworth.org/
Etykiety:
atrakcje turystyczne,
czas wolny,
spacery po UK
sobota, 27 września 2014
O lekarzu co ma USG w dłoni
Witajcie moi drodzy po dłuższej przerwie :)
Po raz trzeci w tym roku udało mi się wyjechać z małą m do Polski. Spędziłam tam 10 miłych dni ,pogoda dopisała - jednym słowem był to bardzo udany wyjazd.
Do Polski jechałam jednak z ciężkim sercem ponieważ czekała mnie wizyta u lekarza a wynik badania mógł zaważyć na moim życiu.
Od początku.
Parę miesięcy temu zauważyłam u siebie na nodze małą opuchliznę.Łudziłam się ,że to może od jakiegoś uderzenia,że zniknie itd. Nie zniknęło jednak ,a na dodatek po dokładnym wymacaniu okazało się ,że w moim udzie znajduje się jakiś guz. Na sama myśl co to może być cierpła mi skóra i zlewała fala gorąca. A ,że jestem mega panikarą i histeryczką ws zdrowotnych dopadła mnie deprecha i wielki strach przed badaniami.
Wzięłam się jednak w garść i postanowiłam iść z tą sprawą do mojego GP czyli lekarza pierwszego kontaktu. Przy okazji chciałam pokazać jeszcze jedna sprawę ,zmianę skórną która mam od wielu lat na drugiej nodze.
Po telefonicznym umówieniu wizyty wybrałam się do mojej przychodni. W gabinecie najpierw wywiad przeprowadziła ze mną pielęgniarka. Wypytywała o to kiedy się to pojawiło , czy rośnie ,czy boli itp. Była bardzo uprzejma i miła. Zapytałam się co z tą drugą sprawą i tu dowiedziałam się,że ogólnie obowiązuje zasada "one visit one problem" (jedna wizyta jeden problem/schorzenie),ale może skoro to dotyczy jednej części ciała to doktor zrobi wyjątek :).
W końcu w gabinecie pojawiła się pani doktor.
Po raz trzeci w tym roku udało mi się wyjechać z małą m do Polski. Spędziłam tam 10 miłych dni ,pogoda dopisała - jednym słowem był to bardzo udany wyjazd.
Do Polski jechałam jednak z ciężkim sercem ponieważ czekała mnie wizyta u lekarza a wynik badania mógł zaważyć na moim życiu.
Od początku.
Parę miesięcy temu zauważyłam u siebie na nodze małą opuchliznę.Łudziłam się ,że to może od jakiegoś uderzenia,że zniknie itd. Nie zniknęło jednak ,a na dodatek po dokładnym wymacaniu okazało się ,że w moim udzie znajduje się jakiś guz. Na sama myśl co to może być cierpła mi skóra i zlewała fala gorąca. A ,że jestem mega panikarą i histeryczką ws zdrowotnych dopadła mnie deprecha i wielki strach przed badaniami.
Wzięłam się jednak w garść i postanowiłam iść z tą sprawą do mojego GP czyli lekarza pierwszego kontaktu. Przy okazji chciałam pokazać jeszcze jedna sprawę ,zmianę skórną która mam od wielu lat na drugiej nodze.
Po telefonicznym umówieniu wizyty wybrałam się do mojej przychodni. W gabinecie najpierw wywiad przeprowadziła ze mną pielęgniarka. Wypytywała o to kiedy się to pojawiło , czy rośnie ,czy boli itp. Była bardzo uprzejma i miła. Zapytałam się co z tą drugą sprawą i tu dowiedziałam się,że ogólnie obowiązuje zasada "one visit one problem" (jedna wizyta jeden problem/schorzenie),ale może skoro to dotyczy jednej części ciała to doktor zrobi wyjątek :).
W końcu w gabinecie pojawiła się pani doktor.
czwartek, 11 września 2014
Mam Tor - Peak District
Dzisiaj fotorelacja z okolic miasteczek Hope i Castleton w Peak District National Park.
Nasza trasa rozpoczęła się w Hope, malowniczej wiosce położonej w sercu Peak district. Pierwsze wzgórze ,które zobaczyliśmy,a następnie zdobyliśmy to Lose Hill. Ze szczytu rozciąga się przepiękny widok na główny cel tego dnia czyli wzgórze Mam Tor. Na górze było dość wietrznie,ale na szczęście pomimo licznych chmur nie spadła ani kropla deszczu. A nawet udało nam się znaleźć miłe zaciszne miejsce na zjedzenie drugiego śniadania - na zboczu wzgórza w bujnej trawie.
Po osiągnięciu Mam Tor rozpoczęliśmy schodzenie do wijącej się pomiędzy wzgórzami drogi ,a następnie postanowiliśmy zobaczyć okolice dawnych kopalni minerałów,głownie fluorytu o wdzięcznej nazwie Blue John. O ile było bardzo widokowo, o tyle zejście z góry było dla nas sporym wyzwaniem - głownie ze względu na małą m. Stromo ,ślisko - jak zeszłam miałam serdecznie dość. Na miejsce obiadowe wybraliśmy Old Hall Hotel - podobno najstarszy hotel w Anglii. Jedzenie dobre - choć znowu wybór dań dość ograniczony.Zimny cydr skutecznie zneutralizował ból w nogach.
Całość drogi to 13km , przeszliśmy ją w 3h.
Nasza trasa rozpoczęła się w Hope, malowniczej wiosce położonej w sercu Peak district. Pierwsze wzgórze ,które zobaczyliśmy,a następnie zdobyliśmy to Lose Hill. Ze szczytu rozciąga się przepiękny widok na główny cel tego dnia czyli wzgórze Mam Tor. Na górze było dość wietrznie,ale na szczęście pomimo licznych chmur nie spadła ani kropla deszczu. A nawet udało nam się znaleźć miłe zaciszne miejsce na zjedzenie drugiego śniadania - na zboczu wzgórza w bujnej trawie.
Po osiągnięciu Mam Tor rozpoczęliśmy schodzenie do wijącej się pomiędzy wzgórzami drogi ,a następnie postanowiliśmy zobaczyć okolice dawnych kopalni minerałów,głownie fluorytu o wdzięcznej nazwie Blue John. O ile było bardzo widokowo, o tyle zejście z góry było dla nas sporym wyzwaniem - głownie ze względu na małą m. Stromo ,ślisko - jak zeszłam miałam serdecznie dość. Na miejsce obiadowe wybraliśmy Old Hall Hotel - podobno najstarszy hotel w Anglii. Jedzenie dobre - choć znowu wybór dań dość ograniczony.Zimny cydr skutecznie zneutralizował ból w nogach.
Całość drogi to 13km , przeszliśmy ją w 3h.
środa, 3 września 2014
Ladybower Reservoir - Peak District
Ponieważ naczytałam się o wyjątkowo zmiennej pogodzie w Peak District już myślałam,że ten dzień skończy się jedną wielka mgła i deszczem. Jednak los był dla nas łaskawy . Po godzinnym spacerze w lekkiej mżawce, zza chmur wyszło słońce i zrobiło się całkiem przyjemnie.
Szlak biegł najpierw wzdłuż zbiornika wody Ladybower ,następnie skręcił w stronę lasku i potem już tylko w górę aby po mniej więcej 15 minutach wyjść na wyżynę Pike Low i podziwiać piękne widoki. Na skrzyżowaniu szlaków można iść w stronę wzgórza Back Tor ( i mieliśmy taki zamiar - ale musieliśmy zrezygnować ,ze względu na małą m - obawiałam się,że za bardzo się zmęczy i nie będzie chciała dalej iść) albo zejść w stronę górnego zbiornika Upper Derwent Reservoir - tak też zrobiliśmy.
Nasza wycieczka trwała ok. 3,5h (razem z przerwą na 2 śniadanie) , przeszliśmy 15km.
Szlak biegł najpierw wzdłuż zbiornika wody Ladybower ,następnie skręcił w stronę lasku i potem już tylko w górę aby po mniej więcej 15 minutach wyjść na wyżynę Pike Low i podziwiać piękne widoki. Na skrzyżowaniu szlaków można iść w stronę wzgórza Back Tor ( i mieliśmy taki zamiar - ale musieliśmy zrezygnować ,ze względu na małą m - obawiałam się,że za bardzo się zmęczy i nie będzie chciała dalej iść) albo zejść w stronę górnego zbiornika Upper Derwent Reservoir - tak też zrobiliśmy.
Nasza wycieczka trwała ok. 3,5h (razem z przerwą na 2 śniadanie) , przeszliśmy 15km.
Etykiety:
atrakcje turystyczne,
czas wolny,
spacery po UK
Subskrybuj:
Posty (Atom)