Po prawie dwóch latach czas na mini podsumowania. Myślę,że patrzę na pewne sprawy zdecydowanie bardziej obiektywnie niż wtedy kiedy tutaj przyjechałam,a zatem postanowiłam stworzyć dwie listy - za co kocham i za co nie cierpię UK.
Dzisiaj ta bardziej optymistyczna :)
ZA CO KOCHAM ANGLIĘ:
- klimat (ciepło przez większość roku)
- mogę przechodzić przez ulicę w dowolnym miejscu
- mogę chodzić po trawnikach
- kiedy zgubię się na szlaku ,pojawię w miejscu gdzie muszę przejść przez jakąś bramę lub znajdę się na czyjejś posesji nikt nie traktuje mnie jak intruza tylko stara mi się pomóc
- zwierzęta nieodłączną częścią krajobrazu (szlaki biegną przez pastwiska owiec,koni, krów/byków, kóz)
- cisza za oknem w nocy i w weekend (mimo bliskości jednej z głównych obwodnic)
- unikanie niewygodnych tematów (nie chcę odpowiadać,tłumaczyć się - nie muszę,wystarczy po prostu nie kontynuować tematu)
- nie umaluję się, nie mam stosownej "kreacji " na wyjście z domu - to nic. Nawet jak wyjdę w bieliźnie nikt nie zwróci na to uwagi . Ważne aby nie być nagim :P
- za minimalne wynagrodzenie można normalnie żyć
- moje wykształcenie nie jest najważniejsze - najważniejsze są moje umiejętności
- produkty markowe dostępne dla przeciętnego zjadacza chleba
- dbałość o architekturę krajobrazu. Wszystko przycięte ,obsadzone ,przekopane na czas. Robi to ogromne wrażenie. W Polsce tak dba się głownie o duże parki - w Anglii tak dba się nawet o zielone ronda w mieście
- przepięknie zachowane ,często odrestaurowane dwory,pałace, zamki itp. Tak ,wiem ,że Anglia właściwie nie ruszona przez wojnę - ale szacunek za to ,że tak mocno dba się tutaj o to co pozostało z dawnych czasów
- jeśli mam ochotę poopalać się,obejrzeć sobie cokolwiek w moim przenośnym telewizorze a może nawet pofarbować sobie włosy; w parku,na łące itp - mogę to zrobić. Jeśli nie robię nic złego - nikt nie zwróci mi uwagi
- kiedy płacę za produkt np 0.56p i kładę £20 banknot to nikt nie płacze i nie jest na mnie obrażony,że nie mam drobnych
- kiedy coś mi się zepsuje idę do sklepu i wymieniam to lub dostaję zwrot pieniędzy
- kiedy przymierzam ubrania i wychodzę z przebieralni , obsługa ode mnie zabiera niechciane rzeczy albo donosi mi np inny rozmiar
- dziecku do lat 16 przysługują darmowe okulary ,a w niektórych przypadkach nawet dwie pary ( o tym niedługo oddzielny post)
- leki za darmo dla dzieci i seniorów
- promocje w sklepach PRAWDZIWE !!! Czasem produkt w regularnej cenie np 79.99 dostępny za 24.99 , Buy 2 get 3 (zapłać za 2 weż 3), buy 1 get 1 free (jeden kupisz ,drugi za darmo), half price (pół ceny); clearance, reduced itp - wyprzedaże produktów kiedy kończy się termin lub kiedy opakowanie jest uszkodzone
- savers - chemia za pół ceny
- funciaki - jeśli dany produkt ,który regularnie kupujesz kosztuje powyżej 1 funta - to jest miejsce dla Ciebie. w zależności od sklepu można dostać pewne towary za 1/5 1/6 regularnej sklepowej ceny. żeby nie było kolorowo - funciaki zawierają cała masę produktów,których absolutnie nie opłaca się kupować bo ich cena regularna wynosi np po 20 kilka p .
- place zabaw - czasami po 5 na jednym osiedlu
- przychodnie i szkoły na każdym kroku
- właściwie brak szczekających/wyjących psów
- spokój na drogach - uważam ,że Brytyjczycy nie są najlepszymi kierowcami, ALE rzadko kiedy szarżują. Są dość cierpliwi,nie wyprzedzają się na potęgę - dzięki zatoczkom tzw zamulacze udostępniają miejsce szybszym od siebie pojazdom ; nie trąbią aż tak (chyba,że w Londynie) - ogólnie rzecz biorąc jazda po brytyjskich drogach jest mało stresująca.
- apropos powyższego punktu - autostrady,obwodnice, ogólnie rzecz biorąc drogi szybkiego ruchu - W MEGA DUŻEJ ILOŚCI
- mogę wejść bez problemu (idąc szlakiem) na pole golfowe,pastwisko, pole, las,często czyjś ogród lub gospodarstwo ,ponieważ właściciel określonego skrawka ziemi udostępnił go turystom - czasami jest to wręcz dziwne przechodzić obok ludzi ,którzy właśnie w swoim ogrodzie jedzą obiad :)
- za wieczne hello , how are you, awwwww , sorry,thank you, no worries - mimo,ze z czasem wkurza to często pomaga przezwyciężyć niejednego doła.
Moja lista hejtów pewnie będzie pokrywać się częściowo z tą listą, ale to chyba naturalne ,że kij ma dwa końce :)
Blog o życiu na emigracji w Anglii. Życie codzienne,trudności,radości i wszystko co jest związane z życiem na obczyźnie. Polacy w Anglii. Staram się przedstawić Anglię trochę od innej strony niż stricte emigracyjnej. Jestem uzależniona od wędrówek ,poznawania nowych miejsc, próbowania lokalnych przysmaków a przede wszystkim od robienia zdjęć.
Etykiety
- atrakcje turystyczne (32)
- Bedford (8)
- czas wolny (44)
- Formalności w Polsce (2)
- formalności w UK (12)
- imprezy (3)
- kuchnia (3)
- Londyn (2)
- Polska (2)
- praca w UK (1)
- shopping (4)
- służba zdrowia w UK (5)
- spacery po UK (38)
- szkoła w UK (2)
- transport (1)
- zwyczaje Anglików (7)
- życie codzienne w UK (18)
sobota, 3 października 2015
poniedziałek, 28 września 2015
Walia - wspinaczka na Moel Siabod
Wspinaczka to może za duże słowo ,ale nie powiem - podejście dało nam całkiem nieźle w kość.
Jadąc do Parku Snowdonia ciężko zdecydować co wybrać na początek. Ja miasteczko wybrałam losowo. Nie chciałam zapuszczać się zbyt daleko na zachód. Pogoda była mocno niepewna,więc chcieliśmy choć trochę podejrzeć Walię w miarę blisko od Liverpoolu i póki nie padało.
Pomimo chmur i mgły ,która niestety zabrała nam cały widok ze szczytu uważam ,że naprawdę warto zwiedzić Snowdonię. Jest tam po prostu przepięknie. Rozległe widoki ,cisza,spokój. Idealne warunki dla wszystkich tych ,którzy kochają górskie wędrówki.
Aby wejść na Moel Siabod 872m npm wystartowaliśmy z niezwykle urokliwego miasteczka Capel Curig. Po drodze spotkaliśmy wielu turystów - mała m wysłuchała wielu komplementów,że taka mała a daje sobie radę.
To był naprawdę udany wypad. A w mojej głowie już się tli plan na kolejna wyprawę w Snowdonii.
Jadąc do Parku Snowdonia ciężko zdecydować co wybrać na początek. Ja miasteczko wybrałam losowo. Nie chciałam zapuszczać się zbyt daleko na zachód. Pogoda była mocno niepewna,więc chcieliśmy choć trochę podejrzeć Walię w miarę blisko od Liverpoolu i póki nie padało.
Pomimo chmur i mgły ,która niestety zabrała nam cały widok ze szczytu uważam ,że naprawdę warto zwiedzić Snowdonię. Jest tam po prostu przepięknie. Rozległe widoki ,cisza,spokój. Idealne warunki dla wszystkich tych ,którzy kochają górskie wędrówki.
Aby wejść na Moel Siabod 872m npm wystartowaliśmy z niezwykle urokliwego miasteczka Capel Curig. Po drodze spotkaliśmy wielu turystów - mała m wysłuchała wielu komplementów,że taka mała a daje sobie radę.
To był naprawdę udany wypad. A w mojej głowie już się tli plan na kolejna wyprawę w Snowdonii.
niedziela, 27 września 2015
Dlaczego prowadzę bloga
Wchodząc dzisiaj na pocztę zauważyłam nowe komentarze ,czy tez właściwie jakieś mądrości życiowe ,o które nikogo nie prosiłam.
Stąd właśnie ten post ,w którym może wyjaśnię po co ten blog istnieje.
Ten blog jest moim emigracyjnym pamiętnikiem. zamieszczam w nim moje spostrzeżenia, opisuję sytuację z jakimi się tutaj spotykam, wklejam sporo zdjęć,które sama robię. Robię to dla siebie,dla bliskich i dla tych ,którzy tak jak ja dwa lata temu, szukają odpowiedzi na temat emigracji. Nie wnikam nigdy głęboko w dany temat. Opisuję tylko to z czym ja się zetknęłam.
A zatem tak to prawda - tam gdzie mieszkacie (czy też planujecie mieszkać) Wy drodzy czytelnicy może być inaczej. Inaczej działa np council w Bedfordshire, Cambridgeshire czy też Hampshire. W każdej szkole panują inne zasady ,w różnych hrabstwach sa różne ceny itd.
Chętnie rozmawiam na temat moich postów, odpowiadam na maile - ALE... nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje czy to co robię jest słuszne czy też nie.
Naprawdę jestem juz dużą dziewczynką i serdecznie dziękuję za troskę o moją osobę,ale dam sobie radę.
Chcesz się poużalać ,skrytykować wszystkich Polaków mieszkających za granicą - to nie tutaj. Zrób własnego bloga i tam napisz co cię boli.
Przy okazji dziękuję moim stałym czytelnikom . Dzięki Waszemu wsparciu i miłym słowom prowadzenie tego bloga wciąż ma sens.
Stąd właśnie ten post ,w którym może wyjaśnię po co ten blog istnieje.
Ten blog jest moim emigracyjnym pamiętnikiem. zamieszczam w nim moje spostrzeżenia, opisuję sytuację z jakimi się tutaj spotykam, wklejam sporo zdjęć,które sama robię. Robię to dla siebie,dla bliskich i dla tych ,którzy tak jak ja dwa lata temu, szukają odpowiedzi na temat emigracji. Nie wnikam nigdy głęboko w dany temat. Opisuję tylko to z czym ja się zetknęłam.
A zatem tak to prawda - tam gdzie mieszkacie (czy też planujecie mieszkać) Wy drodzy czytelnicy może być inaczej. Inaczej działa np council w Bedfordshire, Cambridgeshire czy też Hampshire. W każdej szkole panują inne zasady ,w różnych hrabstwach sa różne ceny itd.
Chętnie rozmawiam na temat moich postów, odpowiadam na maile - ALE... nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje czy to co robię jest słuszne czy też nie.
Naprawdę jestem juz dużą dziewczynką i serdecznie dziękuję za troskę o moją osobę,ale dam sobie radę.
Chcesz się poużalać ,skrytykować wszystkich Polaków mieszkających za granicą - to nie tutaj. Zrób własnego bloga i tam napisz co cię boli.
Przy okazji dziękuję moim stałym czytelnikom . Dzięki Waszemu wsparciu i miłym słowom prowadzenie tego bloga wciąż ma sens.
czwartek, 24 września 2015
Jedziemy nad morze
Dzisiaj mała foto relacja z naszego wakacyjnego wypadu do Liverpoolu.
Liverpool nie cieszy się wśród naszych rodaków zbyt pochlebnymi opiniami,mi osobiście jednak to miasto się bardzo spodobało. To co zachwyca mnie najbardziej to jego umiejscowienie - blisko zarówno do morza jak i gór. Otoczony trzema wielkimi Parkami narodowymi - Snowdonia w Walii , Peak District i Yorkshire Dales.
Trzy dni to za mało na zwiedzenie wszystkiego. pogoda na szczęście dopisała na tyle ,że udało się wykonać to co zamierzaliśmy - czyli wypad na plażę ,do Walii i zwiedzenie pobieżne miasta .
Na plażę wybraliśmy do miasteczka New Brighton,znajdującego się po drugiej stronie rzeki Mersey na półwyspie Wirral. Aby do niego dotrzeć, jechaliśmy jednym z dwóch tuneli pod rzeką. Przejazd jest płatny 1.25 .
Cały półwysep jest całkiem fajnym miejscem ,jest tutaj spokojniej i czyściej niż w samym Liverpoolu. Promenada nad morzem jest niezwykle urokliwa,a sama plaża robi wrażenie. Byliśmy akurat w porze odpływu i w niektórych miejscach plaża wcinała się w głąb morza na kilkadziesiąt metrów (jak nie więcej). Na piasku znaleźliśmy mnóstwo małych krabów i muszli. Mała m była zachwycona. Ja zresztą też. Nie przypuszczałam ,że aż tak bardzo tęsknię za plażą,którą w Gdańsku miałam na wyciągnięcie ręki.
Dzisiaj fotki właśnie z New Brighton - zapraszam do oglądania.
Liverpool nie cieszy się wśród naszych rodaków zbyt pochlebnymi opiniami,mi osobiście jednak to miasto się bardzo spodobało. To co zachwyca mnie najbardziej to jego umiejscowienie - blisko zarówno do morza jak i gór. Otoczony trzema wielkimi Parkami narodowymi - Snowdonia w Walii , Peak District i Yorkshire Dales.
Trzy dni to za mało na zwiedzenie wszystkiego. pogoda na szczęście dopisała na tyle ,że udało się wykonać to co zamierzaliśmy - czyli wypad na plażę ,do Walii i zwiedzenie pobieżne miasta .
Na plażę wybraliśmy do miasteczka New Brighton,znajdującego się po drugiej stronie rzeki Mersey na półwyspie Wirral. Aby do niego dotrzeć, jechaliśmy jednym z dwóch tuneli pod rzeką. Przejazd jest płatny 1.25 .
Cały półwysep jest całkiem fajnym miejscem ,jest tutaj spokojniej i czyściej niż w samym Liverpoolu. Promenada nad morzem jest niezwykle urokliwa,a sama plaża robi wrażenie. Byliśmy akurat w porze odpływu i w niektórych miejscach plaża wcinała się w głąb morza na kilkadziesiąt metrów (jak nie więcej). Na piasku znaleźliśmy mnóstwo małych krabów i muszli. Mała m była zachwycona. Ja zresztą też. Nie przypuszczałam ,że aż tak bardzo tęsknię za plażą,którą w Gdańsku miałam na wyciągnięcie ręki.
Dzisiaj fotki właśnie z New Brighton - zapraszam do oglądania.
poniedziałek, 14 września 2015
Pierwszy dzień w angielskiej szkole
W końcu nadszedł tak długo oczekiwany przez moje dziecko dzień - pierwszy dzień w angielskiej szkole !
I jak się podobało? Było "bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo fajnie ! " - takie słowa usłyszałam od małej m kiedy odbierałam ja ze szkoły.
Rano kiedy szłyśmy razem na autobus , zastanawiałam się nad tym czy sobie poradzi ,czy jest dobrze ubrana i czy wszystko ma co mieć powinna. Dwa dni temu były co prawda u nas w domu nauczycielki młodej,wyjaśniały co nieco - ale w Anglii nie zawsze wszystko jest tak oczywiste :).
Jedną z rzeczy ,która okazała się nie lada wyzwaniem było skompletowanie ubranka. Ubrania do szkoły są niby dostępne juz od lipca w wielu marketach ,można je również zamówić online ,ale....
No właśnie - ale .
Każda szkoła ma swoje wymagania co do stroju,zarówno do codziennych zajęć jak i zajęć PE (czyli WFu). Dostałam niezłą nauczkę za swoja opieszałość - wydawało mi się,że wszystko kupię od ręki i zaczęłam pomalutku kupować wszystko dopiero któregoś tam sierpnia. Okazało się,że wiele rzeczy było juz niedostępnych i tak : nie było danego koloru,danego rozmiaru,danego fasonu. Spodenek np np PE szukałam przez 3 tygodnie - były dostępne w wielu sklepach ,ale inny kolor :P. Dres do ćwiczeń to mój ulubiony temat. O całości w wymaganym kolorze i fasonie mogłam zapomnieć,ostatecznie kupiłam spodnie w jednym sklepie a bluzę zamówiłam na Ebayu (z czego bluza jest na 5-6 lat,bo na 4-5 już nie ma ).
Nie wiem czy tak jest wszędzie ,czy jest to kwestia tej właśnie konkretnej szkoły - ale muszę przyznać,że napociłam się co niemiara aby wszystko było dokładnie takie jak życzy sobie dyrekcja. Gwoli ciekawostki, już pierwszego dnia nauczycielka małej m poprosiła mnie abym kupiła jednak inna butelkę na wodę, bo.... "normally, we use different kinds of bottles" .
Jak wygląda przykładowa wyprawka do szkoły angielskiej (dla dziewczynki) :
kolory każdej rzeczy ustala szkoła
- sukienka
- spódnica z zakładkami
- spodnie
- bluzki białe z kołnierzykiem i krótkim rękawem
- bluzki białe z kołnierzykiem i długim rękawem
- bluzki białe polo
- bluzki białe T-shirt (na zajęcia PE)
- cardigan
- bluzka /sweterek
- rajstopy
- skarpetki białe
- buty czarne codzienne
- buty tenisówki na PE
- szorty na PE
- dres na PE
- torba na książki
- torba na strój do PE
- butelka na wodę
- naklejki na ubrania
Koszt takiej wyprawki to ok. £100 . Wszystko zależy od jakości odzieży. Np cardigan w Tesco kosztuje 7 a niemal identyczny tylko na zamówienie z logo szkoły - 14.
W szkole małej m obiady są za darmo do 2 klasy włącznie. Jak z ich jakością dowiem się dopiero jutro ,bo jeszcze w piątek zamknięta była stołówka.
Jak wyglądał zatem pierwszy dzień szkoły?
Zbiórka pod klasą młodej była o 8.40. Wtedy właśnie 2 główne nauczycielki otworzyły bramkę i zaczęły wpuszczać do klasy. Każde dziecko wchodziło pojedynczo ,Pani je witała a mama lub tata dostawali upominek do szkoły - torebkę kawy,czekoladę,ciasteczka i opakowanie chusteczek aby otrzeć łzy rozstania :). I tyle . Bye,bye ,see you later
Kiedy wróciłam po córkę o 15.15, była cała rozpromieniona. Dowiedziałam się,że cały dzień się bawili - malowali,tańczyli, bawili się w ogródku w piaskownicy i oglądali także bajki. W czasie krótkiej przerwy dostali poczęstunek w postaci mleka i owoców. Nie wiem jak mała m się z nimi dogadała,ale Pani była zadowolona i powiedziała ,że wszystko jest ok i ,że za jakiś czas córa na pewno zacznie rozumieć i mówić.
A mi spadł kamień z serca,bo martwiłam się ,że będzie płacz :D
I jak się podobało? Było "bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo fajnie ! " - takie słowa usłyszałam od małej m kiedy odbierałam ja ze szkoły.
Rano kiedy szłyśmy razem na autobus , zastanawiałam się nad tym czy sobie poradzi ,czy jest dobrze ubrana i czy wszystko ma co mieć powinna. Dwa dni temu były co prawda u nas w domu nauczycielki młodej,wyjaśniały co nieco - ale w Anglii nie zawsze wszystko jest tak oczywiste :).
Jedną z rzeczy ,która okazała się nie lada wyzwaniem było skompletowanie ubranka. Ubrania do szkoły są niby dostępne juz od lipca w wielu marketach ,można je również zamówić online ,ale....
No właśnie - ale .
Każda szkoła ma swoje wymagania co do stroju,zarówno do codziennych zajęć jak i zajęć PE (czyli WFu). Dostałam niezłą nauczkę za swoja opieszałość - wydawało mi się,że wszystko kupię od ręki i zaczęłam pomalutku kupować wszystko dopiero któregoś tam sierpnia. Okazało się,że wiele rzeczy było juz niedostępnych i tak : nie było danego koloru,danego rozmiaru,danego fasonu. Spodenek np np PE szukałam przez 3 tygodnie - były dostępne w wielu sklepach ,ale inny kolor :P. Dres do ćwiczeń to mój ulubiony temat. O całości w wymaganym kolorze i fasonie mogłam zapomnieć,ostatecznie kupiłam spodnie w jednym sklepie a bluzę zamówiłam na Ebayu (z czego bluza jest na 5-6 lat,bo na 4-5 już nie ma ).
Nie wiem czy tak jest wszędzie ,czy jest to kwestia tej właśnie konkretnej szkoły - ale muszę przyznać,że napociłam się co niemiara aby wszystko było dokładnie takie jak życzy sobie dyrekcja. Gwoli ciekawostki, już pierwszego dnia nauczycielka małej m poprosiła mnie abym kupiła jednak inna butelkę na wodę, bo.... "normally, we use different kinds of bottles" .
Jak wygląda przykładowa wyprawka do szkoły angielskiej (dla dziewczynki) :
kolory każdej rzeczy ustala szkoła
- sukienka
- spódnica z zakładkami
- spodnie
- bluzki białe z kołnierzykiem i krótkim rękawem
- bluzki białe z kołnierzykiem i długim rękawem
- bluzki białe polo
- bluzki białe T-shirt (na zajęcia PE)
- cardigan
- bluzka /sweterek
- rajstopy
- skarpetki białe
- buty czarne codzienne
- buty tenisówki na PE
- szorty na PE
- dres na PE
- torba na książki
- torba na strój do PE
- butelka na wodę
- naklejki na ubrania
Koszt takiej wyprawki to ok. £100 . Wszystko zależy od jakości odzieży. Np cardigan w Tesco kosztuje 7 a niemal identyczny tylko na zamówienie z logo szkoły - 14.
W szkole małej m obiady są za darmo do 2 klasy włącznie. Jak z ich jakością dowiem się dopiero jutro ,bo jeszcze w piątek zamknięta była stołówka.
Jak wyglądał zatem pierwszy dzień szkoły?
Zbiórka pod klasą młodej była o 8.40. Wtedy właśnie 2 główne nauczycielki otworzyły bramkę i zaczęły wpuszczać do klasy. Każde dziecko wchodziło pojedynczo ,Pani je witała a mama lub tata dostawali upominek do szkoły - torebkę kawy,czekoladę,ciasteczka i opakowanie chusteczek aby otrzeć łzy rozstania :). I tyle . Bye,bye ,see you later
Kiedy wróciłam po córkę o 15.15, była cała rozpromieniona. Dowiedziałam się,że cały dzień się bawili - malowali,tańczyli, bawili się w ogródku w piaskownicy i oglądali także bajki. W czasie krótkiej przerwy dostali poczęstunek w postaci mleka i owoców. Nie wiem jak mała m się z nimi dogadała,ale Pani była zadowolona i powiedziała ,że wszystko jest ok i ,że za jakiś czas córa na pewno zacznie rozumieć i mówić.
A mi spadł kamień z serca,bo martwiłam się ,że będzie płacz :D
poniedziałek, 7 września 2015
Koniec lata
Witajcie drodzy czytelnicy po kolejnej długiej przerwie. Chyba w końcu będę mogła zacząć uzupełniać wpisy na blogu. Nigdzie już nie wyjeżdżamy w tym roku, mała m idzie na dniach do szkoły,a ja mam nadzieję,że znajdę jakąś pracę. Zależy mi na tym aby zacząć w końcu rozwijać mój angielski .
Jutro wizyta nauczycielki ,zdam Wam po nim relację jak takie spotkanie wygląda.
Dzisiaj z kolei zdjęciowe podsumowanie moich polskich wakacji.
Spędziłam w Polsce miesiąc czasu ,z czego 2 tygodnie na południu Polski w Szklarskiej Porębie. Pierwszy raz byłam w Karkonoszach. Piękne góry, wspaniałe widoki. Przeszliśmy w trójkę łącznie 160km. Najdłuższą trasę zrobiliśmy z Karpacza do Szklarskiej Poręby - 21km. Jestem dumna z mojej córki ,że dała radę dotrzymać nam kroku. Nie wiem sama skąd 4 latka bierze tyle sił :). Polecam Sudety - genialne miejsce na wędrówki i odpoczynek.
Na powrocie byliśmy również w Pradze,ale o tym w oddzielnym poście
Jutro wizyta nauczycielki ,zdam Wam po nim relację jak takie spotkanie wygląda.
Dzisiaj z kolei zdjęciowe podsumowanie moich polskich wakacji.
Spędziłam w Polsce miesiąc czasu ,z czego 2 tygodnie na południu Polski w Szklarskiej Porębie. Pierwszy raz byłam w Karkonoszach. Piękne góry, wspaniałe widoki. Przeszliśmy w trójkę łącznie 160km. Najdłuższą trasę zrobiliśmy z Karpacza do Szklarskiej Poręby - 21km. Jestem dumna z mojej córki ,że dała radę dotrzymać nam kroku. Nie wiem sama skąd 4 latka bierze tyle sił :). Polecam Sudety - genialne miejsce na wędrówki i odpoczynek.
Na powrocie byliśmy również w Pradze,ale o tym w oddzielnym poście
piątek, 26 czerwca 2015
Jak zapisać dziecko do szkoły podstawowej w Anglii
Pora wakacyjna,ale ponieważ zakończyłam wszystkie formalności a propos szkoły dla mojej córki - postanowiłam opublikować post o tym jak skutecznie zapisać dziecko do angielskiej szkoły podstawowej (primary school).
Zacznę od tego ,że o szkole przypomniała mi moja znajoma. Gdyby nie ona, prawdopodobnie przegapiłabym termin składania podań i potem musiałabym to odkręcać.
Od czego zacząć ?
Na początek możemy zapoznać się ze stroną rządową . Następnie przechodzimy na stronę lokalnego councilu i szukamy zakładki SCHOOL ADMISSIONS .
Na stronie councilu znajdziemy po pierwsze informację kiedy nasze dziecko powinno się starać o przyjecie do szkoły i kiedy zacznie rok szkolny. Aby zgłosić nasze dziecko do danej szkoły wypełniamy specjalny formularz,do pobrania ze strony councilu bądź do wypełnienia online. Ja złożyłam wniosek online. Musiałam stworzyć swój profil aby później podglądać na bieżąco postęp mojej sprawy.
Jak wybrać szkołę? To chyba najtrudniejsze. Można iść po najmniejszej linii oporu i wybrać po prostu trzy najbliżej naszego miejsca zamieszkania. Każda szkoła ma swoją stronę i tam własnie możemy się czegoś o niej dowiedzieć.
Ja wybrałam szkołę z polecenia. Trudno niestety w sieci znaleźć wiele opinii,często trzeba zdać się na znajomych bądź iść na dni otwarte danej szkoły. Zależało mi na tym aby w klasie było niewiele dzieci ,aby nauczyciel mógł poświecić więcej czasu danemu uczniowi,żeby było bezpiecznie i w miarę blisko.
W formularzu uzupełniamy podstawowe informacje, wybieramy trzy szkoły, wpisujemy dane osobowe dziecka, zaznaczamy czy dziecko wymaga dodatkowej uwagi (special educational needs),kiedy np nie mówi po angielsku. Ja wypełniając formularz nie uzupełniłam tej informacji, zaznaczyłam ,ze nie potrzebuje . Na szczęście później i tak dostajemy formularz tym razem ze szkoły gdzie możemy to uzupełnić.
Na wyniki czekaliśmy 4 miesiące. Info o terminie rozpatrzenia naszych wniosków znajdziemy na stronie councilu. Pocztą przychodzi list ,w którym mamy podane wyniki. Jeśli je akceptujemy musimy poczekać tym razem na list ze szkoły lub odwołać się jeśli nie zgadzamy się z podjętą decyzją.
List ze szkoły przyszedł bardzo szybko. Załączony był dość szczegółowy kwestionariusz. Musieliśmy w nim kolejny raz podać dane naszej córy, zaznaczyć jakimi językami się posługuje, jaką religię wyznaje, jakie wykazuje umiejętności a także napisać w paru zdaniach jak my postrzegamy nasze dziecko (w czym jest dobra, z czym sobie radzi bądź nie).
Dołączone było również zaproszenie na dzień otwarty,aby każdy rodzic mógł spotkać się z przyszłą nauczycielką naszego dziecka,obejrzeć szkołę,klasę i odebrać tzw pakiet startowy ( zawierający informacje na temat planu nauki, mundurków szkolnych itp).
Spotkanie było bardzo sympatyczne. W sali gimnastycznej nauczycielki przygotowały spotkanie prezentację , był poczęstunek dla dzieci i rodziców, każdy nauczyciel opowiedział o tym czym się zajmuje. Później można było przejść do klas i tam mała m oszalała. Klasa wraz z przylegającym ogrodem to jeden wielki plac zabaw . Kolorowo ,mnóstwo zabawek , książeczek , wszelkich pomocy naukowych . W ogródku zielnik ,huśtawki.... Raj dla dziecka. Moja córka nie chciała stamtąd wyjść.
Informacja o tym ,że córka dopiero uczy się angielskiego i niewiele rozumie nie zrobiła na wychowawczyni wielkiego wrażenia. Powiedziała nam tylko ,że to całkowicie normalna sytuacja i aby się nie martwić ,bo bardzo szybko się nauczy. Jest jedynym dzieckiem w klasie ,które nie mówi po angielsku i dzięki temu nauczyciel będzie mógł sprawniej uczyć ją języka.
Została nam tylko wizyta domowa wychowawczyni i od połowy września zacznie się nowy etap w życiu mojego dziecka. Jak na razie bardzo się cieszy ,że idzie do szkoły. Zobaczymy co we wrześniu :)
Ja z kolei moi czytelnicy wyjeżdżam na miesiąc do Polski . Liczę na to ,że przywiozę stamtąd dużo ciepłych uczuć i pięknych zdjęć.
![]() |
| http://www.ohpopsi.com/ |
Zacznę od tego ,że o szkole przypomniała mi moja znajoma. Gdyby nie ona, prawdopodobnie przegapiłabym termin składania podań i potem musiałabym to odkręcać.
Od czego zacząć ?
Na początek możemy zapoznać się ze stroną rządową . Następnie przechodzimy na stronę lokalnego councilu i szukamy zakładki SCHOOL ADMISSIONS .
Na stronie councilu znajdziemy po pierwsze informację kiedy nasze dziecko powinno się starać o przyjecie do szkoły i kiedy zacznie rok szkolny. Aby zgłosić nasze dziecko do danej szkoły wypełniamy specjalny formularz,do pobrania ze strony councilu bądź do wypełnienia online. Ja złożyłam wniosek online. Musiałam stworzyć swój profil aby później podglądać na bieżąco postęp mojej sprawy.
Jak wybrać szkołę? To chyba najtrudniejsze. Można iść po najmniejszej linii oporu i wybrać po prostu trzy najbliżej naszego miejsca zamieszkania. Każda szkoła ma swoją stronę i tam własnie możemy się czegoś o niej dowiedzieć.
Ja wybrałam szkołę z polecenia. Trudno niestety w sieci znaleźć wiele opinii,często trzeba zdać się na znajomych bądź iść na dni otwarte danej szkoły. Zależało mi na tym aby w klasie było niewiele dzieci ,aby nauczyciel mógł poświecić więcej czasu danemu uczniowi,żeby było bezpiecznie i w miarę blisko.
W formularzu uzupełniamy podstawowe informacje, wybieramy trzy szkoły, wpisujemy dane osobowe dziecka, zaznaczamy czy dziecko wymaga dodatkowej uwagi (special educational needs),kiedy np nie mówi po angielsku. Ja wypełniając formularz nie uzupełniłam tej informacji, zaznaczyłam ,ze nie potrzebuje . Na szczęście później i tak dostajemy formularz tym razem ze szkoły gdzie możemy to uzupełnić.
Na wyniki czekaliśmy 4 miesiące. Info o terminie rozpatrzenia naszych wniosków znajdziemy na stronie councilu. Pocztą przychodzi list ,w którym mamy podane wyniki. Jeśli je akceptujemy musimy poczekać tym razem na list ze szkoły lub odwołać się jeśli nie zgadzamy się z podjętą decyzją.
List ze szkoły przyszedł bardzo szybko. Załączony był dość szczegółowy kwestionariusz. Musieliśmy w nim kolejny raz podać dane naszej córy, zaznaczyć jakimi językami się posługuje, jaką religię wyznaje, jakie wykazuje umiejętności a także napisać w paru zdaniach jak my postrzegamy nasze dziecko (w czym jest dobra, z czym sobie radzi bądź nie).
Dołączone było również zaproszenie na dzień otwarty,aby każdy rodzic mógł spotkać się z przyszłą nauczycielką naszego dziecka,obejrzeć szkołę,klasę i odebrać tzw pakiet startowy ( zawierający informacje na temat planu nauki, mundurków szkolnych itp).
Spotkanie było bardzo sympatyczne. W sali gimnastycznej nauczycielki przygotowały spotkanie prezentację , był poczęstunek dla dzieci i rodziców, każdy nauczyciel opowiedział o tym czym się zajmuje. Później można było przejść do klas i tam mała m oszalała. Klasa wraz z przylegającym ogrodem to jeden wielki plac zabaw . Kolorowo ,mnóstwo zabawek , książeczek , wszelkich pomocy naukowych . W ogródku zielnik ,huśtawki.... Raj dla dziecka. Moja córka nie chciała stamtąd wyjść.
Informacja o tym ,że córka dopiero uczy się angielskiego i niewiele rozumie nie zrobiła na wychowawczyni wielkiego wrażenia. Powiedziała nam tylko ,że to całkowicie normalna sytuacja i aby się nie martwić ,bo bardzo szybko się nauczy. Jest jedynym dzieckiem w klasie ,które nie mówi po angielsku i dzięki temu nauczyciel będzie mógł sprawniej uczyć ją języka.
Została nam tylko wizyta domowa wychowawczyni i od połowy września zacznie się nowy etap w życiu mojego dziecka. Jak na razie bardzo się cieszy ,że idzie do szkoły. Zobaczymy co we wrześniu :)
Ja z kolei moi czytelnicy wyjeżdżam na miesiąc do Polski . Liczę na to ,że przywiozę stamtąd dużo ciepłych uczuć i pięknych zdjęć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



